niedziela, 27 października 2013

Rozdział 14


.

***Perspektywa Jixx'a***
Kiedy byliśmy u Carly w szpitalu,do ssali wszedł jakiś facet.Po minach dziewczyn było widać,że go znają.
-O witam dziewczęta. Carly nie myślałem że zobaczę Cię kiedyś w takim stanie.Naprawdę bardzo mi przykro- powiedział z głupawym uśmieszkiem na ryju.Zobaczyłem jak Ash bucha złością.Czyż by nasze małe,kochane  dzieciątko się zakochało?O jak słodko!
-Sean czego ty od nas jeszcze chcesz?-zapytała wściekła Cass.
-Spokojnie,chce porozmawiać.Ale na osobności,tylko z wami dziewczyny.-
-Nawet mowy nie ma!-
-Ash zamknij się!Dobra pogadajmy,ale chwilę.-Carly usiadła na łóżku i zabijała Ashley'a wzrokiem. Kiedy wyszliśmy na korytarz Andy i Ashley chodzili w kółko jak nakręceni.Musze przyznać to w chuj irytowało.Po jakiś 15 minutach,ten cały Sean wyszedł z sali.Spojrzał tylko na nas i poszedł do wyjścia.Nie trudno zgadnąć że Pan Jednorożec Andy i Pan Tęcza Ashley obrazu wbiegli na sale i zaczęli o wszystko wypytywać.Na samą myśli o tych "panach" zacząłem się śmiać.Dziewczyny nie powiedziały nic oprócz tego że dowiemy się w swoim czasie.Po jakimś czasie w szpitalu pojawiło się rodzeństwo dziewczyn.Musze przyznać że są wspaniali.

****dwa tygodnie później****
***oczami Andy'ego***
Carly już od kilku dni jest w domu.Przez te dwa tygodnie temat tajemniczego Sean nie był poruszany,chodź prawie co noc Cassie wymykała się z domu.Dzisiaj przy objedzie postanowiłem poruszyć ten temat.Kiedy już wszyscy siedzieli przy stole,zabrałem głos.
-A wiec.Hłe hle hłe...Droga Cassie i Carly.Proszę nam powiedzieć kim bym wasz znajomy ze szpitala?-zapytałem ,a wszyscy patrzyli na mnie jak na idiotę.
-Ehh,dobra dowiecie się dzisiaj,ale nie w tym momencie.-
http://s2.blomedia.pl/autokult.pl/t/616x0/2012/10/Dodge-Challenger-SRT8-UltraViolet-16-259694-616x410.jpgZjedliśmy w spokoju obiad,bez żadnych rozmów itp. Po południu Cass wyszła z domu bez słowa.Chciałem za nią iść,ale Carly i Jessie mnie zatrzymały.Mała i Peter widać wiedzieli kim był Sean.po jakimś czasie usłyszałem głośny warkot silnika.Kiedy podszedłem do okna zobaczyłem niezłą brykę na naszym podjeździe.Kiedy drzwi od auta się otwarły doznałem szoku.

-----------------------------------------
Hej!Mam nadzieje że rozdział wam się podoba :P Na to nic ,nie przedłużamy już :D Więc do następnej notki :*

piątek, 18 października 2013

Rozdział 13

***oczami Ashley'a***

Stałem na tym cholernym korytarzu z nerwów obgryzając paznokcie. Nie wiem co się dzieje w sali u Carly , kurwa mać!!! Dlaczego to ją spotkało ? No ja się kurwa pytam dlaczego !!!! Chodziłem w kółko , myśląc nad sensem życia. Jeżeli ona , to i ja... Kurwa Ash ogarnij się ! Oni ją uratują. Muszą!
-Ashley ! Co się dzieje?-krzyczała Cassie podbiegając do mnie.
-Serce Carly , stanęło... Powiedziałem te trzy słowa i dalej zacząłem obgryzać paznokcie z nerwów. Podszedł do mnie Andy.
-Ashley , wszystko będzie w porządku , nie obgryzaj tych paznokci , bo już krew ci się leje.
Tak , Andy miał rację. z moich '' paznokci '' lała się już krew. Nawet tego nie poczułem. Miałem to w nosie , czy się krew leje czy nie. Ja chcę Carly. Chcę by żyła! Nie chcę jej stracić !
-Ashley...
Już miałem coś mówić , ale przerwał mi wychodzący lekarz z sali Carly.
-Co z nią?!?!?!?!
-Pani Carly.......
-Nie , to nie może...
-Żyje....
Olaboga! Co za szczęście! Mój szkrabek żyje! Od razu pojawił mi się uśmiech na twarzy. Jak dobrze , że wszystko jest z nią okey.
-Widzisz Ashley , a nie mówiłem?-szeptał Andy łapiąc mnie za ramię.
-Taak , panie doktorze mogę do niej wejść ?-zapytałem
-Tak , oczywiście. Proszę.
Wszedłem do sali i od razu podszedłem do łóżka szpitalnego i ucałowałem Car w czoło. Złapałem ją za rękę , brakuje mi jej.
-Carly , zdrowiej szybko.-szeptałem.

***oczami Andy'ego***

Dobrze mówiłem Ashley'owi , że wszystko będzie dobrze. Każdemu ulżyło po wiadomościach od lekarza.
-Ja też chcę do niej wejść.-mówiła Cassie.
-Tak wiem , ja też bym chciał. Carly jest dla mnie jak siostra.-mówiłem.
-Prawdę mówiąc.... Też tam chcę wejść.-odezwał się CC.
Każdy chce wejść do Carly , ale Ashley jest teraz. Obejrzałem się i usłyszałem otwierające się drzwi. Spojrzałem a z nich wyłonił się Ashley.
-Wejdzcie.-powiedział.
Cassie od razu rzuciła się w stronę drzwi. Brakuje jej Carly, widać to. Ja nie wiem co by przeżyła Cassie gdyby ją straciła.
-Jak z nią?-zapytałem przyjaciela
-Chyba dobrze i niech tak pozostanie. Nie chcę przeżywać tego jeszcze raz.-tłumaczył Ashley.
***oczami Cassie***
Usiadłam przy łóżku szpitalnym na krześle i złapałam dłoń Carly. Przy okazji przysłuchiwałam się rozmowie Andy'ego z Ashley'em. Nagle coś mnie ruszyło.
-O kurwaa... !-powiedziałam.
Ashley szybko znalazł się obok mnie razem z Andy'm.
-Cass! Co jest ?!
-Carly... jej.. ręka! Ona ścisnęła moją dłoń...-resztę słów wypowiedziałam szeptem.
Ashley popatrzył na mnie jakoś inaczej i po chwili sam zamarł.
-Ona się wybudza , a nie powinna.-powiedział Andy.
Andy ma rację , ona jeszcze nie powinna sie wybudzać. To dla niej bardzo złe. Po chwili wszedł jakiś lekarz na sale.
-Dlaczego Carly sie wybudza ?-zapytał Ashley.
Widać troszku miał podniesione ciśnienie.
-Musimy ją wybudzić , musimy sprawdzić czy dobrze z nią jest.
-Pan chyba jest głupi.-powiedziała Cassie.
-Niech pani uważa co mówi. To ja tu jestem lekarzem , a nie pani.
Nosz co za cham...
-Uuuuumm...?-usłyszeliśmy
-Carly?!
-A..Ash...Ashley??? Gdzie ja jestem ?
-Tak to ja Ashley , jesteś w szpitalu.
Ashley momentalnie znalazł się przy niej. Ja także z Andy'm tam byłam.
-Boli...mnie...wszystko.-wyszeptała Carly.
Car mówiła każde słowo z wielkim wysiłkiem.

***oczami Carly***

Szłam chodnikiem po ciemku. Po chwili poczułam , że leżę. Zobaczyłam jakąś ciemną postać nade mną.
-A kogo my tu mamy ?!-usłyszałam od tej postaci
Jak zobaczyłam , że to były Cassie zamarłam na chwilę.
-Co ty chcesz ode mnie?!?!
-Niech ci powie twoja przyjaciółeczka!-krzyknął w moją stronę.
Zaczęłam się trząść ze strachu. A on zaczął się ze mnie śmiać , widząc moją minę.
-I co teraz?
Chciałam się podnieść jakoś , ale nie miałam jak. Kiedy próbowałam to zrobić dostałam z buta w brzuch.
-Ha ! ha ! ha ! Myślisz , że uciekniesz?
-Zostaw mnie!-jęknęłam zwijając się z bólu.
-Chyba kpisz!
-Odej....-nie skończyłam
Dostawałam partię kopów w brzuch i nie tylko tam. Wszystko mnie bolało , czułam , że to już koniec.
-I jak ? Fajnie prawda?-kpił
-Zostaw mnie!!
Doszłam do wniosku , że to jest zły pomysł , aby się odzywać. Po każdym wypowiedzianym słowie dostawałam mocniej w brzuch.
-Cierp....

**************************************

Usłyszałam jakieś głosy i zaczęłam otwierać oczy.
-Dlaczego Carly się wybudza?!?!
-Musimy ją wybudzić , musimy sprawdzić czy dobrze z nią jest.
-Pan chyba jest głupi.
-Uuuuumm...?-jęknełam
-Carly?!
-A..Ash...Ashley??? Gdzie ja jestem ?
-Tak to ja Ashley , jesteś w szpitalu.
Ashley szybko znalazł się obok mnie.
-Boli...mnie...wszystko.-szeptałam.
To była masakra , mówiłam z wielkim trudem. Było mi tak ciężko cokolwiek mi powiedzieć. Jeszcze , przed wybudzeniem to... co widziałam... Ja się na skurwielu zemszczę. Ciula pieprzonego bananem zadźgam. Uśmiechnęłam się leciutko jak pomyślałam o tym zadźganiu.
-Jak się pani czuje?-usłyszałam lekarza.
-Zjeebanie...-szepnęłam
-Niech pani nie używa wulgaryzmów.
-A niech pan na razie da jej spokój ! Nie widzi pan , że ona ledwo mówi?! Ona nie ma siły , dajcie jej chwilę!-mówił Ashley.
-Proszę nie krzyczeć na mnie!
-A czy ja krzyczę?! Mówię normalnie.
Nie wiedziałam co robić , leżę na tym łóżku i ledwo żyję.
-Przestańcie.-szepnęłam
Pewnie mnie nie usłyszeli , bo dalej się sprzeczali.
-Przestańcie.!-powiedziałam już głośniej.
Tym razem mnie usłyszeli , bo ucichli. Byłam już w miarę na siłach gdy nagle do sali wszedł......


____________________________________________________________

Siemanko ! ;D Przepraszam , że rozdział pojawił się tak późno , no ale ... najpierw brak weny , a później brak czasu ;/ Co o nim sądzicie ? ^.^
Pozdrawiam , Elizabeth ^^

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 12

***oczami Cassie***
Razem z 4/5 zespołu pojechaliśmy do domu.Usiadłam na blacie w kuchni wpatrując się w jeden punkt.
-Cassie,zjedz coś.Proszę-
-Andy,nie jestem głodna.Idę się przejść -
-Co?!Chwila,gdzie?O tej godzinie?- o czym on pieprzy,przecież jak wyjeżdżaliśmy do szpitala był ranek.Przelotnie spojrzałam na zegarek-22.O kurwa jak ten czas szybko leci.
-Nic mi się nie stanie,a gdzie to nie wiem- szybkim krokiem ruszyłam w stronę plaży.Od kiedy tu jestem,nigdy na niej nie była.Po drodze wpadła jeszcze do sklepu monopolowego,gdzie kupiłam kilka butelek jakiegoś mocnego alkoholu i fajki.Będąc na miejscu usiadłam na ciepłym piasku i pociągnęłam z butelki dużego łyka.Kurde,dobre to.Siedziałam tam dalej opróżniając już drugą butelkę Whisky.Nawet nie wiem kiedy wypiłam cztery butelki tego zacnego płynu.Wstałam i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę domu.Sama się sobie dziwie że dałam radę iść o własnych siłach i jeszcze wiedziałam gdzie iść.Po półgodzinnym spacerku doszłam do posiadłości Black Veil Brides.Starałam się wejść na tyle cicho jak tylko potrafię,ale mi to coś nie wyszło.Na wstępnie potrzaskałam dwa wazony.Skąd tu się wzięły do cholery te wazony?!
-Cassie co się dzieje?Boże ile ty wypiłaś?!-o tatuś Andy przybiegł.
-A nie wiem mamusiu.Z cztery butelki....-
-Dziewczyno chodź się położyć!-
-O już mi takie propozycje składasz?Oj nie grzeczny ty!-wpiłam się w jego usta.
-Jezuu....Jinxx pomocy!!!!Mamy tu przypadek pijanej i napalonej dziewczyny.Jak myślisz co trzeba z nią zrobić? -zapytał chłopaka który w mgnieniu oka znalazł się koło nas.
-Hmmmmm....według mnie to najlepiej położyć ją grzecznie spać i poczekać do rana,aż wytrzeźwieje.-
-A więc idziemy się położyć.Cassie do nogi!-
- Biersack!Przesadzasz!-
-No przepraszam tatuśku-
-Chłopcy nie chce wam przerywać,tej pogawędki,ale ja zaraz zwymiotuje!
***oczami Andy'ego***
Dziewczyna pognała do łazienki.Ja się dziwie że ona jeszcze chodzić umie.Kiedy wyszła z pomieszczenia była w jeszcze gorszym stanie.Teraz to ledwo chodziła.Ha!Alkohol zaczął działać.Będzie miała rano kaca.
-Okej,Andy zabieramy ją do góry-
-Tak,jest tatuśku!-
-Boże,a ty czego się naćpałeś?Tęczy czy jednorożców? -spojrzałem na niego jak na debila i pokiwałem przeczącą głową.Nic nie mówiąc wziąłem zwłoki dziewczyny i zaniosłem ją do pokoju.Sam ruszyłem do swojej sypialni i rzuciłem się na łóżko.Od razu wkroczyłem do krainy Morfeusza.Rano obudziłem się chyba jako pierwszy.Spojrzałem na zegarek- 8.30.Ło kurwa trochę wcześnie,no ale nic.Zwlokłem się z łóżka i niczym zombie podążyłem na dół.Pierwsze co przykuło moją uwagę to potrzaskane wazony.Przypomniały mi się wczorajsze wydarzenia.A tak a pro po : skąd się to wzięły te wazony?!Znaczy wiem że Cassie je potrzaskała,ale skąd one były i co robiły w naszym domu?Dobra niech ta sprawa pozostanie zagadką.Szybko zebrałem szkoło i postanowiłem zrobić śniadanie.Tylko co?A dupa ja się wysilać nie będę i zrobię kanapki.Kiedy kończyłem posiłek w kuchni pojawiła się wczorajsza imprezowiczka.  
-Jak tak kac męczy?-
-Nie.Dlaczego?-spojrzałem na nią zdziwiony.
-Wypiłaś wczoraj ,z tego co powiedziałaś z 4 butelki czegoś tam.-
-Możliwe,ale jak się pije od kilku lat to się kaca nie ma-mówiąc to ugryzła się w język.
-Jak to od kilku lat?!-w kuchni pojawił się tatuś- mówiłyście że to takie małe uzależnię.-Dziewczyna już miała coś powiedzieć kiedy zadzwonił jej telefon.
-Tak?......Co?!........Kiedy?!......Okej,zaraz będę-rozłączyła się i popatrzyła na nas ze łzami w oczach.-To był Ash,chodzi o Carly. 
--------------------------------------------------------
Wróciłam!Rozdzialik dzisiaj króciutki,bo nie mam weny ;/ Mam nadzieje że wam się podoba.To nic do następnej notki :D

czwartek, 15 sierpnia 2013

Wariatka :D

Nie dawno chciałam odejść ,a teraz zakładam nowego bloga :D Zapraszam was na bloga mojego i koleżanki :D Mam nadzieje ze sie spodoba :D.Liczę pod pierwszym rozdziałem żeby na początek zaskoczyc koleżankę :p
http://ableedingheartcanconquereverycrutch.blogspot.com/

Pożegnanie

Nie wiem kiedy pojawi się rozdział 12 ;/ Chciała bym go bardzo napisać,ale dzisiaj mam kompletny zawias.A cały jutrzejszy dzień się będę pakować.Rozdziału nie będzie dlatego że wyjeżdżam w sobotę do Władysławowa.A właśnie jest ktoś z tamtą?Może byśmy się spotkali ? A i możliwe że następny rozdział doda po prostu Elizabeth :DA ja napisze później dwa :D  Pozdrawiam, Purdy Girl

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 11

***oczami Cassie***
-Jak to w szpitalu ?!-krzyknęłam
-No nie wiem co się stało , Ashley cały czas tam siedzi. W ogóle po jego głosie było słychać , że ciekawie nie jest.-mówił CC
Cholera ja muszę jechać tam. I to jak najszybciej. Muszę wiedzieć co się dzieje.
-Andy... zawieziesz mnie do szpitala ?-zapytałam
-Wszyscy jedziemy , ale najpierw skończ śniadanie.
Pospiesznie zjadłam śniadanie nie zważając na uwagi chłopców.
-Cassie , nie jedz tak szybko!-powtarzał któryś raz z kolei Jake.
-Ja chcę tam jechać , rozumiesz?
-Rozumiem, każdy z nas chce jechać. Ale nie jedz tak szybko żebyś i ty nie wylądowała w szpitalu.
-Dobra jedziemy już?-zapytałam.
-Idziemy sie ubrać i za 10 minut spotykamy się w garażu.
Szybko poleciałam na górę , aby się przebrać. Ubrałam się w 2 minuty i zbiegłam po schodach już gotowa. Byłam już w garażu i czekałam na resztę. Po kilku minutach byliśmy już w drodze do szpitala. Kiedy Jinxx zaparkował samochód na parkingu , ja od razu wybiegłam z samochodu i pobiegłam do środka. Chłopcy biegli za mną. Złapałam pierwszą lepszą pielęgniarkę.
-Gdzie leży Carly ?!
-Niestety nie wejdziecie do niej , ale możecie się dowiedzieć od tego pana co ją przywiózł co się dzieje z nią. Siedzi przy sali 40
-Dziekuję pani!
Szybko zaczęłam biec przez szpital aż zobaczyłam Ashley'a siedzącego na krześle.
-Ashley!!-wydarłam się.
Reszta bandy za mną nie nadążała. Jeszcze tak nie biegłam jak teraz.
-Ashley , co się dzieje ?!
Ashley popatrzył na mnie ze łzami w oczach.
-Ash !
-Ona... ona może umrzeć... w nocy wymiotowała krwią i to mnie obudziło , dobrze że spałem z nią. Gdyby mnie tam nie było ona już może leżała by martwa w łóżku.
W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy.
-To wszystko przeze mnie.-wyjąkałam płacząc.
-Nie mów tak , to nie ty ją pobiłaś tylko Matt.
W końcu do nas przybiegła zmachana reszta.
-Mała... czemu... tak... szybko... biegłaś?-pytał Andy
-Andy... ona może umrzeć.-powiedziałam.-i to wszystko moja wina !!!!
-Cassie przestań siebie obwiniać !
-Ashley , wiesz co z nią ?-zapytałam.
-Wiem tylko tyle , że jest w ciężkim stanie i może z tego nie wyjść.
Rozpłakałam sie jeszcze bardziej. Popatrzyłam na chłopców i każdy miał łzy w oczach. Ashley płakał jak dziecko. O sobie to ja nie wspomnę. Po jakiejś godzinie podszedł do nas lekarz.
-Jest tu ktoś z rodziny?-zapytał
-My!-krzyknęliśmy razem.
-No dobrze. Czyli przechodzimy do rzeczy... Pani Carly jest w bardzo ciężkim stanie i...
-To już wiemy.-powiedział ze łzami w oczach Ashley
-No to powiem , że pani Carly ma połamane żebra , uszkodzone narządy wewnętrzne i nie wiadomo czy przeżyje. Będziemy robić wszystko co w naszej mocy , aby ją uratować.
Każdy z nas rozpłakał się na dobre. Najbardziej... a kto najbardziej... każdy płacze tak samo. Łzy lecą ciurkiem bez przerwy. Jeszcze nie widziałam chłopców żeby tak płakali. Nagle poczułam , że telefon mi wibruje. Wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz.
-Kto dzwoni?-zapytał Andy
-Peter...
-A kto to ?
-Brat.... Carly...muszę mu powiedzieć co jest.
Odeszłam kawałek od chłopców , wytarłam łzy i odebrałam telefon.
~Halo?
~Hey Cassie ! Co tam u was ? Czemu Carly telefonu nie odbiera ?
~Peter... muszę ci coś powiedzieć... ale najpierw powiedz mi jak tam u Jessy.
~Jessy jest u mnie. Uciekła z domu , bo nie mogła wytrzymać i czy... czy ty płaczesz?
~Tak...
~Co się stało ? Miałaś mi coś powiedzieć.
~Peter... Carly... może umrzeć.-wydukałam i rozpłakałam się na dobre.
~Czemu ?!?! Co się stało ?!
~Taki jeden chłopak Matt ją pobił...
~Zabije skurwiela... Gdzie mieszkasz , bo wiem , że uciekłyście.
~U chłopaków z Black Veil Brides. Jestem z nimi właśnie w szpitalu , każdy z nich płacze. Ashley przywiózł ją do szpitala w nocy , bo wymiotowała krwią.
~Dobra , pakuje sie zabieram Jessy i jutro wieczorem będziemy u was. Będzie można u was nocować?
~Porozmawiam z Andy'm i napiszę ci sms-a.
~Okey to czekam. Trzymaj się , Carly jest twarda i da radę.
~Paa.-po tych słowach się rozłączyłam i podeszłam do Andy'ego.
-Andy , możemy pogadać ?
-Nom pewnie.
Odeszłam znowu kawałek , a za mną Andy.
-Słucham cię mała.
-No bo... jutro przylatuje brat Carly z moją siostrą i czy...
-Tak mogą być u nas.-powiedział z uśmiechem.
-Dziękuję.
Przytuliłam się do Biersack'a i dałam całusa w policzek. Wróciliśmy do chłopców. Każdy siedział przybity.
-Jedna osoba może wejść na sale.-powiedział doktor
Każdy popatrzył na siebie.
-Ashley , ty idź. -powiedziałam lekko się uśmiechając.
-Cassie, na pewno ?  A nie mogą dwie?-zapytał Ash doktora.
-Dwie i nie więcej.
Razem z Ashley'em weszłam na sale , w której była Carly.
***oczami Ashley'a***
Wszedłem razem z Cassie do tej sali. Tam od razu doznaliśmy szoku. Carly była podłączona do tylu urządzeń , że chyba nie dałoby się tego policzyć. Miała kilka kroplówek do siebie podłączonych. Cassie rozpłakała się tam , że uklęknęła na podłodze. Ja szybko uklęknąłem obok niej i przytuliłem.
-Cassie , nie płacz.
-Jak mam nie płakać? Jak moja najlepsza przyjaciółka , prawie siostra może umrzeć? Mi się to w głowie nie mieści.
-Tak wiem Cassie , ale trzeba być dobrej myśli. Jeżeli będziemy myśleć pozytywnie , musi się udać.
Siedzieliśmy przy niej chwilę. Cassie zrobiło się słabo i wyprowadziłem ją z sali.
-Jedzcie do domu.-powiedziałem.-Ja tu zostanę.
-Ash , na pewno? Musisz się przespać.
-Ja tu zostaję.-powiedziałem stanowczo.
-No dobrze , to my zmykamy. Trzymaj się Ash.
Musze pogadać z lekarzem niech mi pozwoli przy niej siedzieć. Tak bardzo się o nią boję , nie chcę jej teraz zostawić. Tak wiem , jestem głupi... Ale... Ale ja kocham Carly... Nikt jeszcze o tym nie wie, ale się dowiedzą w swoim czasie. Najpierw niech Carly wydobrzeje. Musi wyzdrowieć , musi żyć. Wszedłem jeszcze na salę. Było mi ciężko patrzeć , jak ona leży przykuta do łóżka i podłączona do tylu dziwnych urządzeń.
-Niech pan jedzie do domu i odpocznie.-mówiła pielęgniarka
-Ja się stąd nie ruszę , nie zostawię jej. Cały czas będę przy niej.
-Ale pan jest uparty.
-Nie że uparty... Ja po prostu ją kocham. Ona jeszcze o tym nie wie , ale...
-Pani Carly jest w śpiączce i powiem panu , że może już wie o tym. Niektórzy słyszą co się wokół dzieje.
Czyli jak ja teraz to powiedziałem na głos , to ona już wie. Załapałem ją ja dłoń i głaskałem. Kurcze ona jest teraz taka bezwładna.
- Carly , jeżeli mnie słyszysz , to proszę walcz , chcemy ,żebyś żyła.
Ułożyłem głowę przy jej dłoni i usnąłem na chwilkę. Obudził mnie lekarz który mnie szturchnął.
-Proszę pana niech pan jedzie do domu.
-Nie , nie pojadę ja tu zostanę.
-Ale pan musi spać.-mówił
-Jeżeli pan nie śpi , to ja też mogę.
-Ale ja jestem lekarzem i muszę dbać o pacjentów.
-Ale ja chcę z nią zostać.-mówiłem
-Dobrze , ale gdyby coś nie pokojącego się działo proszę szybko powiadomić. Pielęgniarka będzie co jakiś czas przychodzić.
-Dobrze.
No i lekarz sobie poszedł , a ja mogłem siedzieć cały czas przy Carly.
-Co jest?-zapytałem sam siebie budząc się
Coś zaczęło pipczeć.
-O nie...
Kurwa serce stanęło. Jezu nie !!!!!! Szybko wybiegłem na korytarz i zacząłem się wydzierać na całe gardło.
-Lekarza !!!!!!!!!!!!!!

--------------------------------------
Hejo ^^ na dzisiaj taki "krótki" rozdział ;D mam nadzieję , że się podoba. ;]

~Elizabeth.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 10

***oczami Ashley'a***
Wybiegliśmy z domu,ale Carly nigdzie już nie było widac.
-Em.....może lepiej będzie jak się rozdzielimy?-zaproponował Andy.Wszyscy się zgodziliśmy.Ja byłem z Cass,Andy z Jinxx'em ,a CC z Jake'm.Każdy z nas pobiegł w inną stronę.
-Ash,boje się o nią.Tak cholernie się boje-odezwała się łamiącym głosem Cassie.
-Ej,spokojnie znajdziemy ją.Zobaczysz.-
-Mam nadzieje.CARLY!!CARLY!!!-po chwili usłyszeliśmy słaby głos Carly.Zanim się spostrzegłem,Cass już obok mnie nie było.Czemu one tak szybko biegają?!Ruszyłem do dziewczyn.Carly leżała bez ruchu,a Cassie starała się ją obudzić.Wziąłem nieprzytomną dziewczynę na ręce i ruszyliśmy w stronę domu.Rodziców Andy'ego już nie było.Chwile po nas do domu wpadła reszta zespołu.
-I co?-
-Znaleźliśmy ją.Jest u mnie w pokoju.Cassie się nią zajmuję ,ktoś ją nieźle pobił.-
-A kto jej to zrobił?-zapytał  CC.
-Nie wiem-spuściłem głowę w dół.
-Ale ja wiem-po pomieszczenia weszła Cassie
-Kto?!-zapytaliśmy chórkiem
-Matt...-
-Zabije go.Jezu zabije gnoja-powiedziałem
-Nie jego nie.To moja wina-powiedziała dziewczyna
-Ale jak twoja?!-wszyscy patrzeliśmy na nią pytającym wzrokiem.
-No bo on ją pobił,dlatego że ja go zdradziłam- Cassie zjechała po ścinie i podwinęła  nogi pod brodę-Czemu wszyscy przeze mnie cierpią?!
-Ale jak przez ciebie?Przecież dobrze wiesz że to co się stało Carly to nie twoja wina-powiedział Andy siadając koło dziewczyny.
-Jak nie?!Mój ojciec też zginął przeze mnie-powiedziała i spojrzała na nas zapłakanymi oczami.
-Dziewczyno co ty mówisz?Przecież mówiłaś że w wypadku samochodowym-powiedział Jinxx,również siadając koło dziewczyny.
-No tak,ale gdyby nie ja to on by żył.Mój tata był mechanikiem samochodowym i miał własny salon.Ja od małego kochałam auta,więc pomagałam mu w pracy.Przyznam się że nieźle potrafiłam naprawiać samochody.Znaczy tak myślałam.Pewnego dnia mój tata,pojechał sprawdzić jak działa naprawiony prze zemnie wóz.Jechał bardzo szybko po autostradzie,ale okazało się że hamulce nie działają.Obrócił się o 180 stopni i wpadł czołowo na ciężarówkę.Siła uderzenia była tak duża że auto wypadło z wiaduktu i spadło 30 metrów w dół.Zginął na miejscu -dziewczyna schwała twarz w dłonie-zgiął prze zemnie.
-Proszę nie mów tak.W każdym aucie hamulce mogły przestać działać.-Jake przytulił do siebie załamaną dziewczynę.
-Chodź położysz się już-i
-Nie nie jestem zmęczona-powiedziała ziewając.
-Nie wcale nie jesteś-powiedział z sarkazmem Andy biorąc dziewczynę na ręce,która już po chwili spała jak zabita.Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.Za dużo.No nic ja idę do Carly do pokoju,nie pozwolę jej samej teraz siedzieć.

***oczami Cassie***
Pamiętam jak Andy wziął mnie na ręce i wnosił po schodach.Poczułam jak kładzie mnie na łóżku i przykrywa kołdrą.
 Byłam sama. Dobrze pamiętam, że zasnęłam we własnym pokoju. Ale nie było mnie tam kiedy się obudziłam. Byłam w lesie. Naokoło było ciemno i cicho. Za cicho. Znajdowałam się gdzieś na obrzeżach miasta w lesie, w którym nikt od dawna nie przebywał. Krążyły oczywiście pogłoski, że las jest nawiedzony, że w nocy ożywa i budzą się potwory, powstając z ziemi. No ba, nie wierzyłam w to, przecież upiory nie istnieją i ja to dobrze wiem. A przynajmniej tak myślałam.Wstałam i zupełnie zdezorientowana zaczęłam szukać drogi. Nie trwało to długo. Zanim powstałam leżałam obok jakiegoś ogromnego konaru niedaleko ścieżki prowadzącej wzdłuż drzew na jezdnię. Więc poszłam. Wyszłam na asfalt i zaczęłam iść w stronę miasta (od tego lasu to było gdzieś ze 3 km). I wtedy TO zobaczyłam. Pojawiło się nagle jakby z powietrza, wypełzając z lasu na czworakach, bez najmniejszego szelestu, jak duch i ustało naprzeciw mnie jakieś 6 metrów. Było całe białe. A twarz tego..no właśnie, twarz. To coś nie miało normalnej twarzy. Jedyne co się na niej znajdowało to były głębokie, czarne zagłębienia zamiast oczu, dwie małe szparki zamiast nosa, a usta..to coś miało zszyte szwami i całe zakrawiono-czarn​e usta, wykrzywione w okropnym uśmiechu, od ucha do ucha..a przynajmniej od miejsca do miejsca, w którym uszy być powinny. Ale ich tam nie było. Były oberwane. Brutalnie oberwane, a miejsca, w których powinny być, były poobdzierane ze skóry. To coś patrzyło się na mnie tymi wielkimi dziurami i ukazywało swój paskudny uśmiech. Trwałam tak chyba z 5 minut. Potem cofnęłam się o krok. O Boże! To coś zaczęło na mnie biec! Biegło na tych czterech kończynach, brutalnie powyginanych w nienaturalnych kątach w różne strony. Biegło dziwacznie, ale bardzo zwinnie i szybko. Oczywiście przez pierwsze 3 sekundy ruszyć się nie mogłam z miejsca. Ale w końcu zaczęłam biec. Zaczęłam biec, tak, ale w zupełnie przeciwnym kierunku niż miasto, w którym mieszkałam. Tak strasznie się bałam! Myślałam, że już po mnie, to coś zbliżało się coraz bardziej..I wtedy mnie złapało, a ja zemdlałam. I nagle obudziłam się. Znów byłam w moim pokoju, w moim łóżku. Za oknem było nadal ciemno. Spojrzałam na zegarek. Godzina była 24.34. Uspokoiłam się. Uff..to był na szczęście tylko zwyczajny koszmar. Ale wtedy zauważyłam, że jestem cała mokra. Mokra od krwi. Pomyślałam, że pewnie przez ten okropny sen pokaleczyłam się o wystające spod materaca śruby, bo często lunatykowałam podczas snu. Poszłam do łazienki, żeby się obmyć. Po ciepłym i przyjemnym prysznicu wróciłam do pokoju. Uchyliłam lekko okno, bo było mi strasznie gorąco. Ale wtedy się odwróciłam, żeby wrócić do łóżka i zobaczyłam TO..Stało przy otwartych drzwiach..*Ruszyło na mnie,a ja krzyknęłam w niebo głosy i............obudziłam się.Nad moim łóżkiem stało 4/5 zespołu z dziwnymi minami.
-Ej co się stało?Czemu krzyczałaś?-zapytał Jake z troską w głosie.
-Sen.Jebany sen-powiedziałam ,a reszta cicho zachichotała lecz kiedy na nich spojrzałam ich miny od razu spoważniały.
-Dobra my idziemy spać.A i mała nie strasz nas tak więcej- pogroził mi palcem CC.Pokój opuścili wszyscy z wyjątkiem Andy'ego.
-Czemu nie idziesz spać?-
-Bo boje się że jak wyjdę to znowu Ci się koszmar przyśni-
-No,ale Andy.Dlatego że ja nie nie mogę spać to ty też nie chcesz?-
-Nie bo ty będziesz spać.A teraz posuń się.No już,już-nim  się obejrzałam chłopak leżał koło mnie.Chłopak położył moją głowę na swoim torsie i pocałował moje włosy.Po chwili wpadłam w objęcia Morfeusza.Obudziły mnie promienie słońca,padające na moją twarz.Powili otwarłam oczy i delikatnie przeciągnęłam się.
-Dzień dobry śpiąca królewno.-
-A witam,witam-uśmiechałam się promienie do chłopaka.
-Ubieraj się i idziemy na śniadanie- zwrócił się do mnie Andy.
-Okej,to do zobaczenia na dole.-
Ubrałam krótkie spodenki i t-shirt i ruszyłam do kuchni.W pomieszczeniu siedział ten sam skład który w nocy odwiedził mój pokój.
-Dzień dobry.Jak się spało?-zapytał Jinxx kładą mi przed nosem talerz pełen naleśników.
-A dobrze dobrze.Jezu jak to bosko pachnie-na te słowa Jeremy posłał mi piękny uśmiech.-A tak a pro po gdzie jest Ashley i Carly?-
-W pokoju ich nie ma.Poczekajcie zadzwonię do niego-powiedział CC wychodząc na teraz.Wrócił po chwili z nieciekawą miną.
-I co gdzie oni są?-
-W szpitalu...-
---------------------------------------------
Siemka :D I jak wam sie rozdział podoba?Chyba nie spłonę na stosie?Hah Za takie komentarze was kocham :D Do następnej notki :3 Bajooooooo
* sen to opowiadanie mojej koleżanki :D